Analogowa fotografia nocna wyimaginowanej Planety Rium.
Zdjęcie robione na wietrze, w pewną trochę zakrapianą noc z małym, świetnym aparatem Smena 8m i  dawnymi przyjaciółmi.
 

fotografia Planety Rium i drzew na wietrze
Rium z Ziemi analogowo

 
 
fotografia Planety Rium i drzew na wietrze 2
Rium z Ziemi 2 analogowo

Witajcie, Ziemianie. Widzę Was, Eureka!

Mknę po świecie z prędkością ogniową. Jakiego rodzaju to ogień? Tego co pali jak pożoga i wypala wszelką materię oraz umysł.
Pochodzę z odległej i jeszcze do niedawna nawet nieistniejącej w Waszym, a teraz już Naszym, wymiarze. Planeta ta nazywa się w języku ludzkim Rium. Jestem Riumianką. Skomplikowanym splotem okoliczności pewna pozytywnie nastawiona do rzeczywistości lecz lekko nerwowa osoba odkryła tę nazwę, Jak, pytacie? Może innym razem opowiem. Przy okazji opisów związanych z pierwszymi kontaktami istoty lekko obcej z istotami ludzkimi lekko odstającymi.
Póki co skupiam uwagę i siły na wtłoczenie się w ramy materii biologicznej opartej na węglu i wodzie. Na wmieszaniu się w kolorowy świat, tłum pędzącej w różnych kierunkach jednocześnie ludzkości. Na odczuwaniu emocji, smaków, kolorów, chwil.
I oto przedsmak tego czym zaraziłam się od ludzkości. Analogowa fotografia nocna wyimaginowanej Planety Rium. Zrobiona z Ziemi w ciemną i gęstą noc, pewnego lata nad Wartą, tuż przy kontenerowej imprezowni gdzieś na Ratajach. Wiatr smagał mi całe ciało, biczował drzewa, ożywiał liście. Poczucie winy świszczało jaki elastyczne i mokre brzozowe witki – właśnie zostawiałam inną istotę. Dawałam jej znać w delikatny sposób o mojej wielkiej sympatii i cieple, które czasami czuję na myśl o jej zaletach. Albo może to już było później kiedy nic z delikatności nie pozostawiłam, mówiąc Nie. Nie kocham. Nie w tym sensie? Beznadzieja.
Po niebie, tuż przed owalem księżyca szybko przewalały się gęste chmury.
Cykałam fotki lekko pijana, lekko przysmażona, ale dzielnie z ręki. Wiedziona intuicją i wątłym doświadczeniem, wymyśliłam długi czas naświetlania B. Hy Hy.